
Płomykówka, piękna sowa od wieków związana z ludzkimi zabudowaniami, przeżywa w tym roku dramatyczny kryzys rozrodczy.

Ogromna większość par w ogóle nie przystępuje do lęgów, a te, które próbują, wychowują wyjątkowo mało piskląt. Powodem jest niemal całkowity brak gryzoni - podstawowego pokarmu tych ptaków.
W województwie opolskim ornitologowie ze Stowarzyszenia Ochrony Sów sprawdzili kilkanaście budek lęgowych. Ślady dorosłych sów znaleziono w części z nich, lecz nigdzie nie było młodych. Planowane obrączkowanie piskląt musiało zostać odwołane, bo po prostu nie było czego obrączkować. Przyrodnicy mówią wprost o "bezmysim roku".
Populacja norników i myszy podlega naturalnym fluktuacjom co trzy do pięciu lat, a obecnie osiągnęła historyczne minimum. Dodatkowo gwałtowne załamania pogody - długotrwałe ulewy i burze - dosłownie topią gryzonie w norach, pogłębiając katastrofę. Paradoks polega na tym, że to, co cieszy człowieka - niemal całkowity brak myszy w gospodarstwach i domach - jest jednocześnie wyrokiem dla płomykówek.
Bez wystarczającej ilości pokarmu sowy nie są w stanie wychować potomstwa, a ich populacja słabnie z każdym takim sezonem. Nowe budki lęgowe czekają więc puste. Ornitolodzy liczą, że kolejne lata przyniosą wreszcie "mysie lata" i płomykówki znów wypełnią wieże kościołów oraz strychy starych stodół.
Opracowanie: Przemysław Szubartowicz
Źródło: Zielona Interia