
Polska stawia na własne tzw. zielone złoto. Rząd przyjął wieloletni program poszukiwania surowców krytycznych, bez których trudno dziś myśleć o bateriach, elektromobilności, odnawialnych źródłach energii, elektronice, sprzęcie medycznym czy nowoczesnym uzbrojeniu.

Decyzja zapadła 2 września 2026 r. i ma uniezależnić kraj od dostaw z państw trzecich oraz wzmocnić bezpieczeństwo łańcuchów dostaw. Za realizację odpowiada Państwowy Instytut Geologiczny.
W praktyce oznacza to systematyczne prace kartograficzne, analizy geochemiczne, badania geofizyczne i wiercenia. Wszystko po to, by sprawdzić, co naprawdę kryje się pod polską ziemią i które złoża warto dalej rozpoznawać. Najwyższy priorytet dostały rudy miedzi, platynowce, grafit, baryt, fluoryt i hel. W drugiej kolejności geolodzy zajmą się wolframem, tytanem, wanadem, arsenem, bizmutem, krzemem i fosforytami. Dopiero na końcu listy znalazły się metale ziem rzadkich, gal, german, lit i bor.
Taki podział pokazuje, na czym państwo chce się skupić w pierwszej fazie. Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska nazwała start programu przełomowym momentem. Wiceminister i Główny Geolog Kraju Krzysztof Galos podkreśla, że dostępność tych surowców ma kluczowe znaczenie nie tylko dla transformacji energetycznej i cyfrowej, ale też dla przemysłu obronnego. Chodzi więc zarówno o gospodarkę, jak i o bezpieczeństwo.
Cała inicjatywa wpisuje się w unijne rozporządzenie CRMA, które zobowiązuje państwa członkowskie do własnych programów poszukiwawczych. W dłuższej perspektywie Polska chce zwiększyć samowystarczalność, ograniczyć ryzyko zerwania dostaw i wesprzeć strategiczne sektory - u siebie i w całej Unii.
Opracowanie: Przemysław Szubartowicz
Źródło: Zielona Interia