Dzięki błyskawicznemu spadkowi cen magazynów energii systemy oparte wyłącznie na odnawialnych źródłach mogą już dostarczać prąd przez całą dobę w cenach konkurencyjnych wobec nowych elektrowni węglowych i gazowych. Jeszcze niedawno przeciwnicy OZE wskazywali na ich największą słabość - zależność od pogody i pory dnia. Fotowoltaika produkuje energię tylko wtedy, gdy świeci słońce, a farmy wiatrowe potrzebują wiatru. Dlatego system energetyczny wymagał stałego backupu z paliw kopalnych.
Sytuacja zmieniła się jednak radykalnie. Od 2010 roku koszty magazynowania energii w bateriach spadły o 93 proc., paneli słonecznych o 87 proc., a lądowych turbin wiatrowych o 55 proc. Te trzy trendy razem sprawiły, że hybrydowe systemy stały się ekonomicznie realne. W praktyce działa to prosto: gdy produkcja z OZE przewyższa zapotrzebowanie, nadwyżka trafia do baterii. Gdy słońce zachodzi lub wiatr słabnie, energia wraca do sieci. W regionach o dobrych warunkach nasłonecznienia i wietrzności koszt takiego stabilnego systemu wynosi obecnie 50-75 euro za megawatogodzinę - poziom porównywalny z nowymi elektrowniami węglowymi w Chinach i wyraźnie niższy od większości nowych instalacji gazowych.
W Europie korzyści są już widoczne. Odnawialne źródła pomogły obniżyć ceny energii elektrycznej w części krajów nawet o 25 proc. w latach 2023-25, a sama fotowoltaika ograniczyła import gazu o miliardy euro.
Dyrektor generalny IRENA Francesco La Camera jasno stwierdził, że "długo powtarzany argument o braku niezawodności odnawialnych źródeł energii nie jest już aktualny". Agencja prognozuje dalszy spadek kosztów magazynów - do 2035 roku niektóre duże projekty mogą dostarczać energię przez całą dobę za mniej niż 45 euro za megawatogodzinę. Przyszłość energetyki zależy więc już nie tylko od tego, ile energii uda się wyprodukować ze słońca i wiatru, ale od tego, jak skutecznie będziemy ją przechowywać i wykorzystywać wtedy, gdy jest naprawdę potrzebna.
Opracowanie: Przemysław Szubartowicz
Źródło: Zielona Interia







