"Jeszcze zimowe śmieci na ogniskach wiosny spłoną" - śpiewał Wojciech Młynarski, a w tej metaforze zawarte jest odniesienie do znanej praktyki. Gdy bowiem przychodzą wiosenne dni, wielu z nas na swoich działkach czy w ogrodach rozpala ogniska, aby pozbyć się pozostałości po zimowych "spustoszeniach". Palimy więc stare liście czy gałęzie, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób łamiemy prawo. I to niezależnie od tego, czy mieszkamy w mieście, czy na wsi.
W Polsce obowiązuje zakaz palenia roślinnych odpadów. Bez względu na to, czy robimy to w przydomowych ogrodach, na działkach rekreacyjnych czy w innych tego typu miejscach na otwartym powietrzu.
Funkcjonariusze straży miejskiej lub policji z miejsca mogą nałożyć sankcję w wysokości 500 złotych, ale przed sądem grzywna może wielokrotnie wzrosnąć.
Trzeba pamiętać, że palenie ognisk w ogrodach czy działkach wiąże się na ogół z dużym zadymieniem oraz niejednokrotnie z zagrożeniem pożarowym. Tego typu sytuacje podlegają przepisom o ochronie środowiska i mogą zwiększyć ewentualną karę. W przypadku spalania toksycznych odpadów albo odpadów przemysłowych grozi nawet grzywna do 30 tysięcy złotych.

Jednak w tych groźnie brzmiących obwarowaniach prawnych jest pewna luka. O ile bowiem spalanie bioodpadów samo w sobie jest zakazane, o tyle wolno nam palić rekreacyjne ogniska bez nadmiernego zadymienia i z zachowaniem procedur przeciwpożarowych. W takim ognisku stare gałęzie mogą bezpowrotnie spłonąć. Odpowiednio wysuszone mogą też tracić do domowego kominka czy pieca jako legalny opał.
Wszystko jest więc kwestią zdrowego rozsądku i interpretacji prawnej. Ale przede wszystkim nie wolno zapominać o bezpieczeństwie. Z ogniem żartów nie ma.
Autor: Przemysław Szubartowicz







